on
Kot
Z okna naszego domu widać kawałek zamarzniętego o tej porze roku pola. Twarde jak kamień ziemne bruzdy przykryte są cienką warstwą śniegu. Parę tygodni temu zobaczyłem jak między skibami przebiega piękny czarny kot. Długie, gęste futro i podniesiony dumnie ogon zdradzały szlacheckie pochodzenie. Tymczasem on nie bacząc na metrykę zwyczajnie jak okoliczne pospólstwo łowił myszy.
W naszej okolicy takie zdarzenie jest czymś niecodziennym więc donieśliśmy o wszystkim sąsiadom autochtonom. Wieść ruszyła w świat i szybko okazało się, że w sąsiedniej wsi taki właśnie kot wybrał wolność i opuścił ciepły dom oraz pełną miskę. Właściciele jednak nie przestawali tęsknić - zapowiedziano obławę.
Pojawili się sporą gromadą razem klatką godną arystokraty i łakociami na przynętę. Podobno nie dał się długo prosić i kilka godzin później wrócił w kociej lektyce do swoich pieleszy. Na miejscu jednak po dokładnych oględzinach okazało się, że jest jedynie podobny do oryginału. Cóż było jednak robić. Sztuka jest sztuka.
Z naszym psem wychodzę na spacer już po zmroku. Chodzimy - jak się tutaj mówi - “do pola”, czyli gruntową drogą między hektarami, które latem porosłe są kukurydzą. Używam lampki czołówki, którą włączam rzadko a psa trzymam na długiej smyczy żeby zażył trochę ruchu. Tego dnia jednak latarkę włączyłem a psa prowadziłem przy nodze. Na szczęście. Pojawił się bowiem nagle przed nami ciemny, nieregularny kształt a pies chciał mi wyrwać rękę. Z trudem podeszliśmy bliżej i rozpoznałem na drodze czarne, kocie zwłoki - odrobinę już nadjedzone przez lisy. Udało mi się powstrzymać psa od konsumpcji i wróciłem do domu. Tam podzieliłem się wiadomością o znalezisku z domownikami a domownicy z sąsiadami autochtonami.
Sąsiadka, która rzekomo dobrze znała czarnego uciekiniera pobiegła rano jak koroner obejrzeć ciało i miejsce zdarzenia żeby ewentualnie przekazać tragiczne wieści właścicielom. Nie mogła jednak uzyskać pewności co do tożsamości denata gdyż “poznałabym go po wąsach i uszach ale cała twarz była już wyjedzona”.
Kilka dni temu o świcie szykowałem się do wyjścia i kończyłem śniadanie spoglądając przez okno na dom sąsiadów. Panowała doskonała cisza. Dzień powoli wygrywał z nocą. Układałem w myślach plan na najbliższe godziny kiedy zobaczyłem jak piękny czarny kot o gęstym, długim futrze zbliża się do kurnika sąsiadów zadzierając dumnie ogon.